„Karuzela” mieszkaniowa na Osiedlu Przyjaźń. Zabytek z dykty za dwa miliardy złotych.

Uroczy skansen na Bemowie
Słuchajcie, mamy w Warszawie absolutną perełkę. Chodzi o Osiedle Przyjaźń na Bemowie. To te drewniane domki schowane w zieleni. Piękna historia, studenckie klimaty, oaza spokoju. Tak to wygląda w bajkach dla grzecznych dzieci. Powiedzmy sobie szczerze: dzisiaj to po prostu stary, gnijący skansen, wokół którego kręcą się rekiny biznesu i urzędnicy bez pomysłu. Poważne miasto, poważny teren, poważne plany i zobowiązania, a coś czuje że wyjdzie to nam jak Zabłocki na mydle.

Zaczęło się w 1952 roku. Wtedy nikt nie pytał o zgody budowlane. Wzniesiono to w rok jako zaplecze dla radzieckich robotników budujących Pałac Kultury. Ponad cztery tysiące ludzi mieszkało w drewnianych barakach z prefabrykatów. Krążyły legendy o fińskich domkach z reparacji. Bzdura. Budynki przyjechały z ZSRR albo z NRD. Potem, w 1955 roku, radzieccy inżynierowie wrócili do siebie. Teren przejęli studenci i profesorowie. Było wesoło, było swojsko, ale ten sielankowy czas właśnie dobiegł końca. Czy ktoś nad tym panuje? No jasne, że nie.
Pleśń, azbest i dzicy lokatorzy
W maju 2024 roku wygasła umowa dzierżawy z uczelnią APS. Teren przejęło miasto. I tu zaczyna się prawdziwy cyrk. Z trzech tysięcy studentów zostało tam raptem 500 osób. Reszta to pleśń, grzyb i azbest na dachach. Dzisiaj mieszkają tam potomkowie profesorów, ludzie bez umów i zwykli dzicy lokatorzy. Squattersi zajmują pustostany, a rury pękają jedna po drugiej. Na dodatek złomiarze rozkradają to, co jeszcze zostało. Krajobraz jak po bitwie. No i co z tym zrobicie?
Dwa miliardy na stole i zabytek z dykty
A przecież mówimy o 32 hektarach ziemi tuż obok metra. Deweloperzy aż ślinią się na ten widok. Wartość działki? Od 820 milionów do dwóch miliardów złotych. Wyobrażacie sobie te kwoty? Miasto zaczęło czyścić teren, wezwano policję. Aktywiści krzyczą o „dzikich eksmisjach”.
Spokojnie, bloki tam nie staną. Przynajmniej teoretycznie. Od stycznia 2023 roku obowiązuje już święty, prawomocny plan miejscowy dla „Osiedla Przyjaźń”. Rada miasta uchwaliła go pod koniec 2022 roku. Dokument objął prawie 35 hektarów i zabetonował temat. Żaden deweloper nie wjedzie tam z buldożerem. Do tego doszedł wpis do rejestru zabytków. Pełen sukces? Wolne żarty. Papiery są twarde, ale rzeczywistość miękka.
Przez ten plan Pan prezydent musi teraz skądś wytrzasnąć 300 milionów złotych na remont prującego się drewna. Ponad 300 baniek z publicznej kasy na ratowanie spróchniałych baraków. Wiecie, ile to jest pieniędzy? To prawie połowa rocznego budżetu całego Bemowa. Za tę kasę można by wybudować trzy nowoczesne szkoły podstawowe albo kupić kilkadziesiąt nowych autobusów elektrycznych. Zamiast tego wpompujemy miliony w reanimację trupa, bo urzędowy papier nakazuje chronić każdą deskę. Kto za to zapłaci? Wy i ja, w podatkach.
Może jednak warto było to sprzedać deweloperom…
Absurdalny kodeks kolorów i płotków
Urzędnicy postanowili pójść na całość. Obowiązujący plan to nie jest zwykły dokument. To rygorystyczny kodeks estetyczny. Poważni ludzie w ratuszu będą teraz biegać z paletą barw NCS. Będą sprawdzać odcienie żółci i ugrów na elewacjach. Co do milimetra.
Plan zakazuje wielkich ogrodzeń. Dopuszcza tylko żywopłoty albo niskie drewniane płoty sztachetowe. Dokładnie do 1,2 metra wysokości. Maksymalna wysokość budynków? Tylko 8 metrów. Zakaz budowy sklepów większych niż 400 metrów kwadratowych. Urzędnicy zrobili z osiedla prawny rezerwat przyrody. Wymienili z nazwy każdy domek, dawne kino i klub Karuzela. Wszystko pod kloszem. Żadnej nowoczesności, tylko wieczny powrót do przeszłości.
Wielkie plany, stare rury i ewolucja ślimaka
Mieszkańcy chcieliby wykupić te domki na własność. Zapomnijcie. To całkowicie nierealne przy tej wartości gruntu. Zresztą teraz walczą już tylko o normalne umowy najmu (to ciekawy wątek). Co na to urzędnicy? Pan minister i Pan prezydent sypną groszem. Obiecują zrzucić się na te legendarne 300 milionów złotych. Za tę kasę chcą zrobić absolutnie wszystko.
Długo gadali o modnym haśle „Osiedle Przyjaźń 2.0” od pracowni BudCud (projekt całkiem fajny). MIałbyć to nowoczesny kampus ze sznytem starego osiedla przyjaźń. Tylko jest jeden problem. Ta koncepcja pochodzi z 2012 roku. Ma już czternaście lat. W dodatku nowy, restrykcyjny plan miejscowy całkowicie ją rozjechał. Przez limity wysokości ta wizja to dzisiaj zwykłe science-fiction.
Urzędnicy porzucili więc dawne mrzonki. Teraz nowym hitem jest hasło: rewitalizacja „punktowa i ewolucyjna”. Brzmi dumnie, a oznacza po prostu robienie wszystkiego w tempie ślimaka. Plan jest taki: najpierw odnowią stare domki w historycznym kształcie. Potem wcisną gdzieś nowe, małe akademiki, żeby tylko nie wyciąć żadnego drzewa. Na koniec chcą ożywić klub Karuzela.
Mamy połowę 2026 roku. Wiecie, co do tej pory zrobiono? Nic. Wydadzą dopiero 2 miliony na sam projekt nowych rur pod ziemią. Dopiero wtedy dowiedzą się, ile naprawdę kosztuje ta zabawa. Jedyny sukces to biurokracja. Dzielnica Bemowo dostała od wojewody zgodę na 15 lat dzierżawy zrujnowanych kortów. Obiecują tam boiska.
Papier wszystko przyjmie. Pieniądze ze wspólnej kieszeni obiecane, wielkie wizje rozdmuchane, a na osiedlu nie drgnęła ani jedna łopata. Drewno gnije, koszty rosną, rury pękają. I tak to się kręci w tym naszym mieście. Piękne wizje, zero konkretów, a zabytek z dykty zaraz sam się zawali.
Od redakcji
Sprawa Osiedla Przyjaźń toczy się już od kilkunastu lat jak nie kilkudziesięciu. Przedstawiana jest w mediach z każdej strony. My natomiast chciceliśmy pokazać Wam dodatkowo ile wątków jest poruszanych w tym temacie. Popatrzcie na „Drzewko myśli” jakie nam wyszło i ono też nie jest uszczegółowione. Ciekawy wątek to sami mieszkańcy i ich umowy wynajmu, bo myślę że chętnych na mieszkanie w odnowionym skansenie w środku miasta byłoby dużo. I to jest też problem do rozwiązania.





